Janusz Albrecht - sprawa honoru

Generał Władysław Sikorski oraz ambasador radziecki w Londynie Iwan Majski w obecności premiera Winstona Churchilla podpisują układ przywracający stosunki dyplomatyczne między Polską i ZSRR. Ewentualny pakt z Niemcami przeciwko Sowietom byłby naruszeniem tych postanowień.

Jednak komendant główny, który dzięki Bernardowi Zakrzewskiemu znał już cel misji Albrechta, nie przyjął Zakrzewskiej. Skierował na rozmowy z nią następcę „Wojciecha” na stanowisku szefa sztabu ZWZ – pułkownika Tadeusza Pełczyńskiego „Grzegorza”. Ten, wysłuchawszy relacji łączniczki Albrechta, spotkał się z nim osobiście i dał mu do zrozumienia, że uważa całą sprawę za dywersję Niemców przeciwko układowi Sikorskiego ze Stalinem i że byłaby to zdrada aliantów, a ponadto zbyt wielka jest już nienawiść do Niemców za ich zbrodnie w społeczeństwie, by można było myśleć o rozejmie. Jednak „Grzegorz” na koniec złożył Albrechtowi „luźną obietnicę” spotkania z generałem Roweckim.

6 września rano Zakrzewska na polecenie „Oskara” zawiadomiła Albrechta, że o godzinie 9 ma przyprowadzić go na spotkanie z komendantem. Pod ochroną kontrwywiadu przejechali z placu Starynkiewicza na plac Narutowicza, gdzie czekała na nich łączniczka „Jana” (Roweckiego) Jadwiga Piekarska „Basia”. Doprowadziła Albrechta do mieszkania przy ulicy Świętokrzyskiej 23.  

TRAGICZNY EPILOG

Pułkownik Albrecht po przeczytaniu listu Roweckiego usiadł przy stole i napisał pożegnalny list do rodziny: „Kochani! Nie udało mi się nawiązać kontaktu z przyjaciółmi. Widać obawiają się mnie. Doszedłem do przekonania, że popełniłem błąd. Postanowiłem skończyć z sobą, by w ten sposób ratować swój honor, a Wam przekazać czyste imię. Żegnam Was, a Duszę swoją i Was polecam Bogu. Wasz Janusz i ojciec. 6 IX 41”. Trudno powiedzieć, czy tekst został mu podyktowany, czy list był wyłącznie jego autorstwa. Tak czy inaczej, Albrecht zdjął obrączkę i położył obok listu na stole. „Szymon” podał mu w milczeniu szklankę z trucizną. Pułkownik wypił ją, a „Szymon” podtrzymał jego głowę. Po chwili położył ciało na podłodze, zabrał ze stołu list Roweckiego i wyszedł z mieszkania. 

Śmierć Albrechta była dużym wstrząsem dla konspiracji warszawskiej. Generał Rowecki nakazał otoczyć jej okoliczności ścisłą tajemnicą, ale jednocześnie musiał też w tej sprawie złożyć meldunek do centrali w Londynie. W meldunku organizacyjnym za okres od 1 marca do 1 września 1941 roku do Naczelnego Wodza Rowecki pisze między innymi: „[…] aresztowany został na ulicy ob. »Wojciech« szef sztabu K.G. Wpadł rozpoznany i zidentyfikowany co do rodowego nazwiska i funkcji konspiracyjnej. Wobec tego, że nasza komórka więzienna działa sprawnie na Pawiaku, wywieziono go i ukryto w Kielcach (przez długie tygodnie był badany i wymyślnie torturowany). Nie wynikły z tego tytułu żadne u nas wsypy. W dniu IX [winno być 27 sierpnia] został wypuszczony na »wabia«, co potwierdziła ścisła obserwacja jego i jego rodziny. Ob. »Wojciech« pozostał w izolacji i wybrał żołnierską drogę samobójstwa celem uchronienia SSS [ZWZ] i rodziny. Ewentualna jego ucieczka spowodowałaby niewątpliwie represje w stosunku do rodziny (żona i kilkoro dzieci)”. Jak wynika z tego cytatu, Rowecki przemilczał przed Sikorskim fakt, że Albrecht chciał iść na współpracę z Niemcami przeciwko Sowietom, co było sprzeczne nie tylko z ówczesną polityką Na-czelnego Wodza, ale i całego obozu aliantów. Grot chronił dobre imię swego zastępcy. Nieprawdą również było, że Niemcy go śledzili i że został wypuszczony na „wabia”.

Generał Sikorski w odpowiedzi na powyższy meldunek nadał pułkownikowi Januszowi Albrechtowi pośmiertnie Order Virtuti Militari IV klasy. Pułkownik został pochowany pod swym prawdziwym nazwiskiem na cmentarzu Czerniakowskim oczywiście bez uczestnictwa kogokolwiek z ZWZ. Po pogrzebie agenci gestapo odwiedzili żonę Albrechta – Marię (z domu Pawłowska), by stwierdzić, w jakim nastroju jest rodzina. W rozmowie z wdową potępiali działania ZWZ, które doprowadziły do śmierci pułkownika, licząc, że kobieta zmieni front, ale wdowa nie dała się sprowokować.

Sprawa pułkownika Albrechta dobrze ukazuje, jak nierealne było przekładanie sytuacji z pierwszej wojny światowej na politykę hitlerowskich Niemiec w okupowanej Polsce.

Łączniczka „Wojciecha” Halina Zakrzewska w rozmowie z pułkownikiem Pełczyńskim podsumowała postulat Albrechta o zawieszeniu broni: „Będzie trudno! Czekamy rozprawy z Niemcami, walki zbrojnej, zemsty. Zbyt ich nienawidzimy. To są naturalne emocje, ale należy się z nimi liczyć”.

  • Kategoria: Afery kryminalne
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus Historia 6/2015
  • c
Komentarze