Krwawi złodzieje bryczek

Takie zdarzenia jak strzelanina w Bydgoszczy skłoniły szefów policji do wprowadzenia pancerzy dla jednostek szturmowych.

Mimo tej brawurowej ucieczki nie cieszył się długo wolnością. Kilkanaście dni później złapano go w okolicach Kartuz. Nie wiemy, w jakich okolicznościach policjanci odnieśli sukces. Tym razem obyło się bez spektakularnej ucieczki. Władysław Frankiewicz dołączył za kratkami do swego wspólnika. Wkrótce do innego więzienia powędrowało trzech mężczyzn, którzy z nimi współpracowali.

WYROKI SUROWE DLA WSZYSTKICH

Proces całej szajki rozpoczął się 18 września 1936 roku w Sądzie Okręgowym w Chojnicach. W sumie na ławie oskarżonych znalazło się siedemnastu mężczyzn. Piętnastu z nich usłyszało zarzuty współpracy z Frankiewiczem i Kotłowskim oraz paserstwa.  

W pierwszym dniu rozprawy najpierw odczytano akt oskarżenia, a następnie przystąpiono do przesłuchań świadków, których powołano ponad czterdziestu. Zeznawał między innymi pracownik straży granicznej Stanisław Tomczuk. Nie miał wątpliwości, że to Frankiewicz i Kotłowski do niego strzelali jesienią 1935 roku, gdy próbował ich zatrzymać w pobliżu granicy. Ówczesne sądy z reguły działały szybko i sprawnie. Rozprawę zaplanowano na cztery dni. W tym czasie zdołano przesłuchać wszystkich świadków oraz oskarżonych.

Każdy z piętnastu wspólników obu bandytów miał trafić za kratki na okres od sześciu miesięcy do sześciu lat. Już te wyroki były surowe. Jednak Władysław Frankiewicz i Klemens Kotłowski usłyszeli o wiele surowszy werdykt – śmierć przez powieszenie.

Obrońca obu bandytów natychmiast złożył odwołanie. W połowie stycznia 1937 roku odbyła się rozprawa w Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu. Wielkopolski sędzia też nie miał wątpliwości, że obaj przestępcy zasługują na śmierć, dlatego podtrzymał wyrok sądu z Chojnic. Gazety były przekonane, że dla przestępców nadeszła ostatnia godzina.

Adwokat jednak wciąż nie dawał za wygraną, odwołując się do najwyższej, a zarazem ostatniej instancji, czyli Sądu Najwyższego w Warszawie. W polskiej stolicy jego wniosek zaopiniowano pozytywnie i skierowano sprawę do ponownego rozpatrzenia w Sądzie Apelacyjnym w Poznaniu. Tam w lipcu 1937 roku odbyła się jeszcze jedna, decydująca, rozprawa. Tym razem karę zmieniono. Klemens Kotłowski oraz Władysław Frankiewicz usłyszeli wyroki dożywotniego pozbawienia wolności.

  • Kategoria: Afery kryminalne
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus Historia 8/2015
  • c
Komentarze