W pajęczynie strachu

To niby powieść, ale Ewa Ornacka nie ma zwyczaju tworzyć literackich fikcji – nawet gdy przedstawiona przez nią historia jest zawoalowana beletrystyką, wiadomo, że coś podobnego musiało się wydarzyć naprawdę.

Tak jest także w przypadku książki „Pajęczyna strachu”, którą Ornacka, wybitna reporterka śledcza, napisała razem ze znakomitą scenarzystką Karoliną Szymczyk-Majchrzak (zapewne jej zasługą jest „filmowy” charakter narracji). Wspomniana powieść opowiada o dramatycznych przeżyciach dwóch kobiet, pracujących dorywczo w berlińskim nocnym klubie i sprzątających mieszkania, które stają się mimowolnymi świadkami mafijnej egzekucji. Sprawcy zatrzymują jedną z nich i zawożą do burdelu, który staje się jej więzieniem – tego, co kobieta tam przeżyje nie da się wyrzucić z pamięci. Druga unika tego losu, ale obrazy tragicznego dnia powracają w sennych koszmarach.

Ornacka od lat zajmuje się problematyką kobiet, uwikłanych – często bezwolnie – w mafię. Wielokrotnie opisywała dramatyczne losy żon i kochanek, zarówno gangsterów, jak i ich ofiar. To ona pisała o zabójstwie Moniki Hansson, ukochanej szczecińskiego gangstera, która zginęła w Szwecji z rąk egzekutora (została zastrzelona zamiast swojego chłopaka). To ona ujawniła czytelnikom gehennę, przez jaką przeszła żona szczecińskiego bossa Artura R. To ona spisała dramatyczne wspomnienia żon biznesmenów, brutalnie zgładzonych przez tzw. gang Kulawego. W „Pajęczynie strachu” pojawiają się strzępy także innych autentycznych życiorysów, w tym kobiet, które zostały zwabione do niemieckich domów publicznych.

Czytając tę powieść czuje się, że autorki doskonale znają temat. Gangsterskie realia odmalowane zostały z porażającą dokładnością – wszystko to sprawia, że „Pajęczyny strachu” nie da się czytać jak fikcję i po skończonej lekturze po prostu odłożyć na półkę. Ten strach pozostaje w czytelniku. Ale chyba o to chodziło...

Ewa Ornacka, Karolina Szymczyk-Majchrzak, „Pajęczyna strachu”, wyd. Rebis, Poznań 2015 r.

Słowa kluczowe
Komentarze