Dlaczego Sowieci zabili Banderę?

Na prośbę żony Jarosławy kupił trochę winogron, zielonych pomidorów i śliwek. Wieczorem zamierzali robić z nich powidła. Około 15 wrócił do domu. Był sam. W ostatnim czasie coraz częściej rezygnował z ochrony organizacji. Tak robił zwłaszcza, kiedy spotykał się z kochanką.

Gdy zaparkował swojego Opla Kapitana przed garażem, z okna dostrzegła go żona. Sądziła, że za chwilę Stepan pojawi się w drzwiach, jednak mijały minuty, a mąż nie nadchodził. Nagle z klatki schodowej dobiegł ją przeraźliwy wrzask. Po chwili w mieszkaniu zjawiła się sąsiadka z wiadomością, że pan Popiel leży na półpiętrze i krwawi. Jarosława Bandera momentalnie zbiegła po schodach. Mąż leżał w kałuży krwi płynącej z ust, uszu i nosa. Nie dawał żadnych oznak ży­cia. Wezwany lekarz nawet nie próbo­wał reanimacji. Jedyne, co mógł zrobić, to stwierdzić zgon.

W pierwszej chwili sądził, że przyczyną śmierci był upadek i złamanie podstawy czaszki, a wcześniej zapewne zawał serca. Jego uwagę zwróciły jednak drobinki szkła, które zauważył na twarzy ofiary i na ^ podłodze. Ponieważ hipoteza zawału nie do końca go przeko­nywała, zlecił wykonanie sekcji zwłok. Dała zaskakujący wy­nik - powszechnie łubiany pisarz Stefan Popiel został otruty tzw. kwasem pruskim, czyli cyjanowodorem.

Policja odnotowała w protokole, że denat miał pod prawą pachą kaburę z zabezpieczonym pistoletem. W kieszeni mary­narki znaleziono natomiast wytrych. Podobny wytrych, tylko większy, funkcjonariusze odkryli w samochodzie Stefana Popiela, gdzie znaleziono też zaostrzony metalowy pręt. Po co pisarzowi takie narzędzia?

Przez pierwsze dni oficjalne śledztwo prowadzono w spra­wie morderstwa Stefana Popiela, ale wkrótce nazwisko to zaczęto zmieniać na Bandera. Taką zmianę w policyjnych aktach musiał zainspirować niemiecki wywiad. Jednakże śledztwo dotyczące zamordowania lidera ukraińskich nacjonalistów szybko utknę­ło w martwym punkcie. Zona Bandery stanowczo zaprzeczyła, by mąż mógł popełnić samobójstwo, zresztą nie nosił przy sobie ampułki z trucizną. Wrogów miał na pewno, ale jakich - nie wie. O działaniu organizacji z mężem nie rozmawiała.

Przez jakiś czas w gronie podejrzanych była kochanka Ban­dery Eugenia Mack oraz kilku innych jego współpracowników, ale wszyscy mieli stuprocentowe alibi. Rok po zabójstwie Jarosława Bandera dostała oficjalne pismo informujące, że śledztwo w spra­wie śmierci jej męża zostało umorzone. Taki stan rzeczy utrzymał się kolejny rok, aż tajemnica - dosłownie - ujawniła się sama.

NOWE UKRAIŃSKIE POKOLENIE

W gorące letnie przedpołudnie 12 sierpnia 1961 roku na po­sterunku policji w Berlinie Zachodnim stawił się przystojny 30-letni mężczyzna. Domagał się widzenia z amerykańskim wywiadem. Urzędujący w budynku policjanci wpadli w osłupienie po tym, co usłyszeli. Człowiek przedstawił się jako Bohdan Staszyński, oficer KGB. To on dokonał zamachu na Stepana Banderę, a wcześniej na innego działacza ukraińskiego podziemia - Lwa Rebeta.

Staszyński pochodził ze Lwowa, z patriotycznej rodziny. Nie przejął jednak tradycji rodzinnych - reprezentował już nowe po­kolenie Ukraińców, dorastające w sowieckiej republice. Został zwerbowany przez KGB w 1950 roku, gdy rozpoczynał studia na Uniwersytecie Lwowskim. Współpraca zaczęła się banalnie - od jazdy na gapę autobusem. Przyłapany na gorącym uczynku młody chłopak wzbudził zainteresowanie oficerów - uznano, że mógłby być cennym źródłem informacji, pochodził bowiem z rodziny po­wiązanej z nacjonalistycznym podziemiem. W UPA jako łączniczki służyły dwie jego siostry. W tamtych czasach Sowieci ciągle jeszcze walczyli z oddziałami partyzantki ukraińskiej, wiadomo już jednak było, że podziemie jest skazane na klęskę. Staszyński twierdził później, że KGB postawił mu propozycję nie do odrzucenia: albo pójdzie na współpracę, albo rodzinę czeka wywózka na Sybir. Czy tak było w rzeczywistości?

Komentarze