Dlaczego Sowieci zabili Banderę?

Z relacji byłych sowieckich przełożonych wyłania się obraz wręcz przeciwny - gorliwego konfidenta, zadowolonego z nowej pra­cy. Nie miał skrupułów przy denuncjowaniu sąsiadów ani członków rodziny. Szybko awansował w strukturze sowieckiego wywiadu. Ko­muniści szykowali go do działań poważniejszych niż lokalne szpie­gostwo. „KGB potrzebni byli tacy ludzie, bez ideowych i moralnych wątpliwości. Przerobienie ich na morderców było tylko kwestią czasu. To nie oni wybierali organizację, to organizacja wybierała ich” - sądzi Romanowski.

Po kilku latach intensywnego szkolenia oraz nauki języków: polskiego i niemieckiego Staszyński został przerzucony do NRD. Cel - zabić Lwa Rebeta, głównego teoretyka ukraińskiego nacjo­nalizmu, osobę liczącą się w światku ukraińskiej emigracji i kon­kurenta Stepana Bandery Morderstwo Rebeta miało stanowić preludium do wykonania wyroku na samym Banderze.

STALIN WYSYŁA MORDERCÓW

Sowieci mordowali wrogów po­litycznych praktycznie od samego początku, czyli od wojny domowej w 1918 roku. Z czasem jednak zasięg ich poczynań się rozszerzał. Co naj­mniej od końca lat 20. funkcjonowała specjalna grupa zamachowców, któ­rej zadaniem było usuwanie wrogów przebywających za granicą. Tzw. grupa Jaszy (nazwa pochodzi od imienia jej dowódcy - pułkownika Jakowa Sieriebriańskiego) działała na terenie wielu państw europejskich, ale nie tylko. Sam Sieriebriański przez kilka lat przebywał m.in. z misją w Palestynie. W Paryżu w 1930 roku porwał Aleksandra Kutiepowa, byłego car­skiego generała armii rosyjskiej, który po rewolucji październikowej wyemigrował na Zachód i czynnie przeciwstawiał się bolszewikom.

Kutiepowa wystawił jego bliski współpracownik generał A.A. Ignatiew. W rzeczywistości co najmniej trzy osoby z najbliż­szego otoczenia ofiary pracowały dla NKWD. Na umówiony sygnał generała po prostu „ściągnięto” z ulicy, przykładając mu do twarzy szmatkę nasączoną chloroformem. Miał być dostarczony do stolicy ZSRR, gdzie zapewne czekałyby go tortury, ale dawka substancji okazała się za duża. Generał się nie obudził.

Już w latach 30. w Moskwie funkcjonowało specjalne labo­ratorium, w którym przygotowywano nowe narzędzia zbrodni: trucizny, pociski, zamaskowaną broń palną. To właśnie tam po­wstało narzędzie zamachu na Jewhena Konowalca, do 1938 roku przewodniczącego Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

Zamordował go jeden z jego bliskich znajomych Paweł Sudopłatow, w rzeczywistości agent sowiecki. Podczas spotkania 23 maja 1938 roku w Rotterdamie przyniósł mu prezent - bombonierkę.

Łasy na łakocie ukraiński pułkownik przyjął podarunek. Po krótkiej rozmowie Sudoplatow odjechał, a kilka­naście minut później potężny ładunek wybuchowy rozerwał Konowalca na strzępy. Zasada działania bomby była bardzo prosta - wystarczyło położyć poziomo bombonierkę, by aktywować ładunek.

Później zamachowiec miał pół godziny na opusz­czenie miejsca zbrodni.

Stalin słusznie zakładał, że usunięcie chary­zmatycznego przywódcy doprowadzi do chaosu i walki frakcji w OUN. Tak rzeczywiście było. Po zabójstwie Konowalca, w krótkim czasie OUN rozpadła się na dwie zwalczające się organizacje (przywódcą OUN-B został Bandera).

ZAMACH DOSKONAŁY

W 1953 roku umarł Stalin, a władzę w związ­ku radzieckim objął Nikita Chruszczów. Władzom ZSRR zależało na pozorowaniu odwilży po czasach stalinowskiego terroru. Kreml kładł duży nacisk na wizerunek ZSRR za granicą - szczególnie w za­chodnich mediach. Dlatego należało zadbać o nowe metody zabójstw, które nie pozostawiały śladów. Popularnością cieszyły się zwłaszcza trucizny.

Komentarze