Dlaczego Sowieci zabili Banderę?

W tzw. moskiewskim laboratorium X za cza­sów dr. Grigorija Majranowskiego, zwanego czasa­mi radzieckim Mengele, testowano je na ludziach - więźniach, których wyprowadzano z celi pod po­zorem szczepień. Jedną z badanych substancji był również kwas pruski, którym posłużył się Bohdan Staszyński. Aby wykorzystać kwas w trakcie zama­chu, przygotowano specjalne urządzenie - rodzaj pistoletu, przypominający kształtem cygaro bądź wieczne pióro. W środku znajdowała się ampułka z trucizną. Po naciśnięciu spustu ampułka pękała, uwalniając chmurę ze śmiercionośnym ładunkiem.

Wystarczyło, aby roztwór dostał się w okolicę twa­rzy. Najlepszym miejscem do przeprowadzenia zamachu były schody - wchodząca po nich ofiara lepiej wdychała truciznę. Rozpylony cyjanek trafiał do układu oddechowego i powodował błyskawicz­ny zgon, przypominający zawal serca.

Staszyński otrzymał pierwsze egzemplarze pistoletu w 1956 roku. Przetestował je w Berli­nie Wschodnim, zabijając psy. Wkrótce wykonał pierwsze poważne zadanie. Pod przybranym na­zwiskiem Hansa Joachima Budajta przedostał się do Monachium.

W 1957 roku zginął Lew Rebet. Znaleziono go leżącego na schodach, tuż przy drzwiach re­dakcji pisma niepodległościowego, w której pra­cował. Kilka minut wcześniej nieznany mężczyzna, schodzący na ulicę, psiknął mu trucizną w twarz.

Rebet natychmiast upadł, śmierć nastąpiła w ciągu 20 sekund. KGB dokonała zbrodni doskonalej. Lekarz wezwany na miejsce uznał, że mężczyzna po prostu dostał zawału.

Po zamordowaniu Rebeta Staszyński stal się numerem je­den wśród radzieckich zawodowych morderców. Wkrótce dostał kolejne poważne zadanie - tym razem miał zlikwidować ikonę ukraińskiego nacjonalizmu, czyli Stepana Banderę. Staszyński długo przyglądał się obyczajom ofiary, śledził ją, opracowywał warianty morderstwa. Raczej nie działał sam. „Jest niemal pewne, że w naj­bliższym otoczeniu Bandery był współpracownik KGB” - uważa Wiesław Romanowski.

Staszyński przeprowadził zamach według tego samego schematu, co wcześniej. Morderca czekał na Banderę na klatce schodowej. Następnie minął go na schodach, psikając trucizną w twarz. Bande­ra zapewne upadł i uderzył głową w podłogę, stąd cieknąca krew z uszu, nosa i ust. Prawdopodobnie próbował jeszcze wczołgać się na górę, zostawiając smugi krwi na ścianie. Nie udało mu się. Śmierć przyszła w ciągu kilkunastu sekund. Staszyński był już wtedy na ulicy.

Tym razem jednak zamach nie przebiegi tak idealnie jak poprzedni. Lekarz znalazł przy zwło­kach pozostałości szklą po rozbitej ampułce. Sek­cja wykazała w organizmie ślady trucizny. Mimo to Sowieci mogli świętować. Śledczym niczego więcej nie udało się ustalić. Wykonawca wyroku, a więc również zleceniodawca - pozostali nieznani. Ra­dzieckie gazety sugerowały, że śmierć Bandery to wynik porachunków wśród Ukraińców.

Na Zachodzie natomiast zamach zaczęto ko­jarzyć z niemieckim ministrem demokratycznego rządu Konrada Adenauera Theodorem Oberlanderem, którego w tamtym czasie oskarżono o zbrod­nie wojenne we Lwowie w 1941 roku. Pojawiły się nawet glosy, że to on, albo ktoś z jego otoczenia, mógł stać za zabójstwem Bandery. Sowietom ta zbieżność wydarzeń bardzo odpowiadała.

Komentarze